BORYS – odszedł za Tęczowy Most…

24 września 2018 r.

W nocy odszedł Borys.
Zazwyczaj nie pozwalamy sobie na prywaty, ale bardzo chciałabym to napisać. Nie wszyscy wiecie jak funkcjonują Fundacje, jak zajmują się psami. W Psiej Duszce i w wielu nam podobnym psiaki mieszkają w hotelach i domach tymczasowych.

Ale co, gdy psiak choruje i wymaga opieki stałej? Zabieramy je do swoich domów i troszczymy się tak, jakby były nasze.
Te najbardziej potrzebujące mieszkają z nami jak członkowie rodziny, ponieważ w warunkach hotelowych nie zawsze jesteśmy w stanie dostatecznie się nimi zająć.
Na wiosnę Borysek zamieszkał u mnie. Mimo, iż fundacyjny stał się mentalnie częścią naszej rodziny. Miał do dyspozycji wielką kanapę, dokazywał z moimi psiakami na ogrodzie. Chodziliśmy na długie spacery a Borys podkradał ze stołu przy każdej okazji 🙂
On nie wiedział, że szuka domu. Czuł że jest nasz i z nami został do końca.
Moja mama zwykle przejmuje w domu rolę opiekuna tych chorych. Dba o karmienia i skrupulatnie podaje leki. Przeżywa i kocha każdego psiaka. Często ronimy łzę, gdy nasz podopieczny znajduje dom i zamartwiamy się, czy w nowym miejscu będzie mu dobrze. Borysek wymagał szczególnej opieki, ze względu na zaniedbania jakich dopuścił się jego właściciel.
Trzeba było go kąpać, smarować mu skórę, dostawał duże ilości leków o różnych porach, wymagał czesania i częstych wizyt u weterynarza. Nie było dnia, aby rozmowy nie kręciły się wokół tego ile zjadał, jaka była kupa itd.
Ten psiak czując, że ma dom zaczął rozkwitać. Weterynarz nie dowierzała, że tak ładnie wygląda. Zaczęła odrastać mu sierść w miejscach, gdzie z medycznego punktu widzenia było to niemożliwe. Wolontariusze którzy pamiętali go z hotelu z zachwytem oglądali zdjęcia i jego przemianę. Obstawialiśmy, że jeszcze kilka miesięcy i chłopak cały zarośnie a wtedy na pewno znajdzie szybko dom.
Los chciał jednak inaczej.
Pewnego dnia przestał jeść. Badaliśmy go na wszystkie strony, zrobiliśmy każdy możliwy test. Zmarł w wyniku DIC, najprawdopodobniej przez chora trzustkę. Ostatni tydzień był szczególnie ciężki. Dziś w nocy zasnął i nie ma go już z nami. Czujemy ogromny ból i ciężko wyjść na ogród, bo wiemy, że nie zobaczymy tam już jego roześmianego pychola. Została po nim smycz, miseczka, leki i pustka w sercu…

Psiaków takich jak Borys było u nas i u naszych wolontariuszy wiele. O tym się nie pisze, ale tym razem chciałam wspomnieć, jak wielką rolę w działalności Fundacji odgrywają nasi bliscy, którzy godzą się na zapsienie domu, na to że czasami nie możemy zająć się swoimi sprawami, bo ten chorowitek, którego mamy u siebie wymaga, abyśmy rezygnowali na jakiś czas ze swojego życia. Pamiętajcie Kochani, Fundacja to ludzie, wolontariusze, ich bliscy i przyjaciele. Nie chodzi tu o to, że Psia Duszka jest wyjątkowa bo wiem, że w każdej Fundacji tak jest.

Borys gdyby mógł na pewno podziękowałby każdemu, kto jeszcze w hotelu dbał o jego aktywność, każdemu kto zawiózł go do weterynarza, kto wyczesał i pomiział po tych łysych boczkach. Z całego serca dziękujemy opiekunom wirtualnym.
Jak tylko pozbieramy myśli rozliczymy się szczegółowo z Waszych wpłat.
Szczególnie ukochał moją mamę i Danusię które dały mu ogrom miłości i czułości. Przy każdej kroplówce jedna głaskała go po głowie a druga po pleckach. Odszedł bardzo kochany.
Ależ nam przykro…. do końca mięliśmy nadzieję, że uda się go uratować.

Żegnaj przyjacielu….