SKARYSZEW – rozpaczliwe rżenie koni, alkohol i śmiech handlarzy – skrawek piekła

18-19 lutego 2018 rok.

ROZPACZLIWE RŻENIE KONI W OPARACH ALKOHOLU HANDLARZY – taką nazwę powinna nosić ta tzw. ‘impreza masowa’.

To był nasz pierwszy raz. Byliśmy tam ok. godz. 24. Po przegrupowaniu się i znalezieniu osób znających się na rzeczy i będących w Skaryszewie już któryś raz z kolei – ruszyliśmy w drogę.

Chodziliśmy nocą na mrozie grupami wzdłuż niekończących się sznurów samochodów załadowanych koniami. Z tych samochodów dosłownie wypływały odchody wymieszane z moczem, tworzące kałuże przy wozach. Auta oczywiście odpalone, by panom nie było zimno, a dźwięk burczącego silnika tylko niepotrzebnie drażnił konie, auta stały jedno za drugim, więc warkot silników był dokuczliwy.

Parskały, tupały, rżały, denerwowały się, huśtały samochodami, wdychały spaliny. Informowałyśmy o tym fakcie policję, niestety nie byli oni zbytnio przejęci, bo ‚rozumieją to ze względu na temperaturę’, przecież zmarzną biedactwa. Zadajemy pytanie, po co przyjechali na 5 a nawet więcej godzin przed rozpoczęciem targu? My też rozumiemy czym jest zimno, jednakże czy troskliwy i odpowiedzialny opiekun nie powinien stawiać dobra zwierzęcia nad swoją wygodę? Panowie swoje zwierzęta mieli głęboko gdzieś, szukali okazji, aby wypić kielona za winklem z kumplami i ubliżać osobom czuwającym nad tym, co się dzieje i patrzącym im na ręce.

Policja przejeżdżała obok nich jak gdyby nigdy nic. Czy też wykazali się wyrozumiałością z powodu zimna? Ich postawa była bardzo rozczarowująca. Przecież powinni być po stronie prawa…

Konie dla tych handlarzy, to rzeczy, przedmioty, zarobek. Nie przejmując się niczym, wielu oczywiście hałasowało, robiąc zamieszanie jeszcze bardziej frustrujące zwierzęta. Były nawet śpiewy, kiedy wódeczka weszła za mocno. Niektóre auta były tak szczelne, że obecni tam obrońcy zwierząt prosili, by uchylono cokolwiek, przez co może wpaść powietrze, by konie się nie udusiły. Jaką dostawali odpowiedź? Wyzwiska, obelgi, norma na Skaryszewskim targu… Naprawdę nie rozumiemy, gdzie tu powód do dumy?
Konie przebywały w tych wozach do godzin rannych, do 5-6 rano i dłużej, a pierwsze wozy pojawiały się już wieczorem 18 lutego.
Po cichu, pod osłoną nocy trwały transakcje. Słyszeliśmy o interwencjach w miejscach, gdzie przeładowywano samochody… Na jakimś parkingu, pod jakimś sklepem, wstyd…

Mieliśmy sytuację, gdzie natrafiliśmy na pokątną transakcję sprzedaży konia w jakiejś uliczce. Postanowiłyśmy to nagrać. Spotkałyśmy się z ostrą reprymendą i groźbami. Kłótnia, wyzwiska – skaryszewski standard.

Godz. tuż przed 5 rano:

Otwarto bramę targu. Zaczął się chaos, hałas, w oczy raziła licha organizacja. Konie były gonione poprzez tłum ludzi do swojego miejsca pod wiatą. Szybko, byle jak. Ciągnięte, zdezorientowane, zestresowane całym zdarzeniem i tłumem rozdartych facetów. Tłum zainteresowanych robiący szum i tłok przeszkadzał w spokojnym doprowadzeniu konia na miejsce. Konie były zdenerwowane, rozzłoszczone, rżały niesamowicie zirytowane, zaniepokojone i sfrustrowane zamieszaniem i wielogodzinnym oczekiwaniem w ZAMKNIĘTYCH WOZACH przed wejściem na targ. Gdy w końcu konie wypuszczano – buchała z nich para i lał się pot. Z takiego ukropu na mróz… Było im strasznie zimno, zapewne się poprzeziębiały.
Wozy, w których konie przyjeżdżały pozostawiały wiele do życzenie. Zdecydowana większość z nich nie nadawała się do przewozu jakichkolwiek zwierząt, a jedynie do przewozu mebli. Wiele z nich było przeładowanych, pakowano po 5 koni ściśniętych ze sobą tak, że z trudem mogły wydostać się na zewnątrz. Wszystko to przy uciesze wrzeszczących, ‚rozgrzanych panów’, którzy darli się robiąc niesamowity rozgardiasz i chaos. Konie z wozów nie chciały wychodzić, bały się. Były źle ustawione, klinowały się na ciasnych pakach, gdy nie mogły się obrócić były obracane siłą i oczywiście wyzywane.
Wyciągane na zewnątrz, potykały się o strome trapy.

Chodziliśmy, nagrywaliśmy, obserwowaliśmy. Chcieliśmy, aby widzieli, że patrzymy im na ręce, by uchronić te cudowne zwierzęta przed złością swoich panów. Spotykała nas duża agresja ze strony ów panów z targu.
Zarówno przed rozpoczęciem targu, gdy chodziliśmy wzdłuż sznuru aut, jak i na samym targu, gdy obserwowaliśmy sytuację pod wiatami.
Niesamowite – powiedzmy sobie wprost – chamstwo, buractwo, brak jakiegokolwiek poziomu.
Kultura, rozum, myślenie sięgnęły dna.

Zacytujemy Wam kilka zdań, jakie poszły w naszą stronę:
– „robisz mi zdjęcia? Nie boisz się dziewczynko, że może stać Ci się krzywda?” – pan powtórzył to kilkakrotnie, dosłownie napierając na nas, speszył się dopiero, gdy o pomoc poprosiłyśmy przechodzącego obok strażaka
– „przywalę ci tym kapeluszem!”
– „na jaja możesz mi poświecić!”
– „chcesz dostać?”
– „takich to zajebać!”
– „szmato schowaj ten aparat!”
– „ogiera im brakuje!”
– „patrzcie jaka zaźrebiona!”
– „darmozjady do roboty się kurwa weźcie!”
– „niech ją zajebie, będzie o jedną kurwę mniej” – do innej dziewczyny nagrywającej rozładunek rozjuszonego konia;
– „te kurwy zdjęcia robią/filmują”

…wyzwiska od szmat, kurew, klaczy bez ogiera było mnóstwo, powtarzały się tak często, że po czasie można było przywyknąć. Rażący brak jakiegokolwiek poziomu i kultury to jedno, a druga sprawa to zachowanie tych ‚znawców’ (za takich się uważają) wobec koni.
Konie były uwiązane za blisko siebie. Ogiery na siebie rżały, próbowały się odczepić od metalowych ramp, tupały ze złością, podskakiwały, parskały, szamotały się zirytowane i były po prostu mocno wkurzone.

Klacze ustawiono obok ogierów. Zbiorowisko facetów reagowało wrzaskiem, hałasem, krzykami typu: „patrzcie go jaki kurwa ogier!”, przy tym klepiąc je i szarpiąc za sznury, śmiejąc się w głos… Totalny, kompletny brak jakiejkolwiek powściągliwości swoich emocji.
To zbieranina facetów chcących się napić wódy z kumplami i zarobić pieniądze na końskim życiu.

TO NIE MIAŁO NIC WSPÓLNEGO Z CYWILIZOWANYM POKAZEM KONI.

Jedyny pokaz, jaki tam się odbył to pokaz chamstwa i brutalności. Wokół koni gnieździł się rój ludzi stojących tak blisko nich, że o jakiejkolwiek komfortowej przestrzeni nie było mowy. Jeżeli koniowi coś się nie podobało, irytował się, okazywał zdenerwowanie to właściciel się na niego darł, gwizdał, wydawał dźwięki trudne do porównania z czymkolwiek, a koń był jeszcze bardziej pobudzony i wystraszony. Te osoby uważają siebie za znawców, a wyglądali jak żałośni amatorzy niemający pojęcia co robić, jak się zachować, jak zadbać o zwierzę i o jego komfort psychiczny.
ŻAŁOSNY OBRAZ NĘDZY.
W oczach wielu koni smutek, straszliwe zmęczenie i zrezygnowanie.
Po wielu godzinach niektórym już zamykały się oczy ze zmęczenia. Część nadal była bardzo wkurzona, a wraz ze zmęczeniem eskalowała ich złość i irytacja… Szkoda, że ich ‚panowie’ woleli pić wódkę z Fantą polewaną przez uśmiechniętą i rumianą panią niż zaopiekować się swoimi zwierzętami…

Było wiele koni oblepionych odchodami. Jeden nas dotknął już wtedy, gdy z wozu ciurkiem lały się rzadkie odchody.
Na targu od razu go poznaliśmy, cały był oblepiony odchodami, ogon był dredem sklejonym kupą.
Jego życie kosztowało 4 tys. złotych i na szczęście został wykupiony przez pewną panią.

Pozostałe konie w różnym wieku i w różnym stanie zdrowia. Nie wszystkie zwierzęta były wpuszczane pod wiaty. Konieczny był kwit od weterynarza. Ci, których nie wpuszczono, kręcili się po parkingu, chowali za samochodami licząc na szybką sprzedaż i za nic mieli uwagi działaczy z innych fundacji, że handel odbywa się wyłącznie na targu.

Były oczywiście i kuce, pokazywane gdzieś za przyczepami. Bardzo przykre jest patrzeć na dorosłych ludzi, przychodzących z dziećmi uczących ich tak przedmiotowego traktowania zwierząt.

Nam skojarzyło się to z zoo.

Ludzi pełno, spotkaliśmy nawet dwa autokary dowożące na to ‚wspaniałe święto konia’. Targ ma jeszcze jedną, rozrywkową stronę. Wokół targu na uliczkach trwa biznes. Są budki i stragany z jedzeniem, kiełbaskami, zapiekankami, zupkami, PIWEM, WÓDKĄ I INNYMI ALKOHOLAMI (na targu spożywanie alkoholu jest zabronione, ale panowie i tak nie mogli się powstrzymać), ze sprzętem myśliwskim i koniarskim, są zabawkowe małe plastikowe koniki chodzące w kieracie – naprawdę urocza zabawka dla dziecka 🙁 Widzieliśmy inne zwierzęta – króliki, gołębie, ptaki.
Widzieliśmy ludzi uśmiechniętych i zadowolonych – tylko z czego? Marzymy, aby choć część z nich otworzyła oczy i bojkotowała to wydarzenie pełne hipokryzji, strachu i cierpienia.

Przecież gdzieś tam… jadą sprzedane pokątnie konie, traktowane zapewne z największym okrucieństwem, bo przecież to tylko kawałek mięsa, nie ma prawa żyć… nas nie było na tym targu stać na żadnego konia. Ceny sięgały kilkunastu tysięcy złotych.

Wyjechaliśmy ze Skaryszewa o 9 rano, przemarznięci, zasypiający na stojąco. Bezsilni i pełni żalu do naszego gatunku.

Podpisujcie petycję, te głosy wspierają organizacje walczące o dobro koni, są argumentem przemawiającym za zakazem targów!

http://polskitarg.pl/petycje/